Opublikowano:

zero waste i dziecko

Ostatnio w mediach społecznościowych i na wszelkich portalach dużo mówi się o idei ,,zero waste” dlatego i ja postanowiłam zabrać głos w tej sprawie, ponieważ jest mi bardzo bliska. Właściwie nie patrzę na to w kategoriach idei, jest to dla mnie codzienność. Dlatego czasem dziwi mnie, że zrobiło się wokół tego tematu głośno. Dla mnie to tak jakby zrobiło się głośno wokół tematu mycia zębów. Przecież jest to codzienność i logiczne jest, że zęby trzeba myć. No, ale jak widać nie dla wszystkich.

Zero waste w moim dzieciństwie

Jestem dzieckiem lat 80, czyli czasów ,,coś z niczego” i ,,zrób to sam”. Jedną z moich ulubionych książek z dzieciństwa była właśnie książka ,,Zrób to sam” wydana przez Wydawnictwo Naczelnej Organizacji Technicznej SIGMA. Książka dla prawdziwych majsterkowiczów. Jak przerobić coś co mamy na coś co chcemy mieć. Nieumiejętność obsługi wiertarki i pilnika sprawiała, że kartkowałam te książki i na tym moje majsterkowanie się kończyło. W głowie mam do dziś jeszcze słowa, które każdy z mojego i wcześniejszych pokoleń słyszał nie raz. ZOSTAW, MOŻE SIĘ JESZCZE NA COŚ PRZYDAĆ.

I tak np moja babcia kartoniki po herbacie cięła na małe karteczki, na których wypisywała mi listę zakupów. Wtedy nie było samoprzylepnych karteczek. Nie było też koszy na papier. Babcia wykorzystywała każdy materiał, który można było użyć powtórnie. Przecież to właśnie w czasach naszego dzieciństwa chodziło się na zakupy z wielorazowymi torbami czy koszykami wiklinowymi.

Zero waste i niemowlak

Tutaj zaczyna się droga pod górkę. Jesteśmy zewsząd zasypywani wszystkim co jest jednorazowe. Użyj, wyrzuć, wyprodukuj hałdę śmieci. Jednorazowe rzeczy są pozornie praktyczne, ale przyczyniają się do tego, że przy jednym członku rodziny więcej (człowiek mini)  na śmieci potrzebujemy kontener jakie stoją pod niejedną fabryką. Jakie maleńkie kroczki możemy zrobić, aby śmieci było mniej?

Zacznijmy od wyprawki. Nie jedna mama popełnia tzn wyprawkowe zero waste. Ciuszki dzieci znajomych wędrują od domu do domu. Super! Nie wstydźmy się korzystać z takiej możliwości wymiany. Im mniej wyprodukujemy ciuchów tym mniej ich trafi na śmietnik. To samo może dotyczyć wszelkich akcesoriów: wózków, śpiworków czy fotelików. Rzeczy te używa się naprawdę stosunkowo krótko, dzięki czemu mogą służyć niejednemu dziecku.

kocyk
Misia pod Frankowym kocykiem

Zabawski i zero waste. Nieuniknione jest zasypywanie nowonarodzonego malucha zabawkami przez osoby bliskie. Przecież nie można przyjść do malucha bez plastikowego gadżeciuku, którym niemowlę pobawi się miesiąc i zabawka staje się śmieciem. Nauczmy bliskich, aby wydawali pieniądze mądrze. Niech zabawki należą do tych, które służyć będą miesiącami albo i latami.  Franek do dziś bawi się drewnianą ciężarówką, którą dostał od nas na pierwsze urodziny. Potem, gdy odstawi ją całkowicie w kąt ciężarówka posłuży za ogrzanie któregoś zimowego wieczoru (drewniane zabawki mają ten plus, że można je spalić).

Zero waste na codzień

Żywienie i zero waste to temat rzeka, ale jest kilka prostych zasad, którymi możemy pomóc naszej planecie. Tubki. Bardzo wygodna i bardzo lubiana przez dzieci rzecz. 50 ml płynu i śmieć. Rzeczywiście wygodne na wszelkich wycieczkach, ale czy na pewno musimy z nich korzystać w domu. Czy mus owocowy nie może stać w niewielkim słoiczku w lodówce? Mając na niego ochotę nakładamy odpowiednią ilość do miseczki.

Przydatne akcesoria to również bidony wielokrotnego użytku. Zastępujemy nimi butelki ,,z dziubkiem”, które po każdym użyciu trafiają do śmieci!

Kolorowe jogurty dla dzieci. Cukier i śmieci. Kupujmy jogurty naturalne w dużych opakowaniach, jeśli nie robimy ich sami. Dodatkowo kilka słoików ulubionych dżemów. Masz ochotę na jogurt truskawkowy, mieszasz w miseczce jogurt z łyżką dżemu i jest! Jutro zjesz wiśniowy. Uczmy nasze maluchy, że nie wszystko co w sklepie jest kolorowe jest zdrowe.

Jesteście już na etapie kolorowanek i wycinanek? Świetnie rozwija to nasze maluchy. Pozwala im spojrzeć na świat kreatywnie i ćwiczyć małe rączki. Tutaj też pojawia się mała pułapka. Przychodzi ten czas, gdy maluch bierze do ręki kredkę i stawia pierwsze malarskie kroki. Co robimy? Biegniemy do sklepu i kupujemy torbę kolorowanek. Bob Budowniczy- przecież lubi, pociąg Tomek- zawsze go wciąga. Maluch bazgroli po zakupionych przez nas stronach i kolorowanka po 15 minutach ląduje w śmieciach. ,,nabazgrolone, kupimy nową” Oczywiście wyrzucamy do kosza na śmieci z napisem ,,papier” i uśmiechamy się do swojego czystego sumienia. Lepiej początkującemu maluchowi kupić arkusze brystolu albo rolkę szarego papieru, rozłożyć na podłodze i dać się ponieść twórczym skrzydłom. Kolorować możemy z jednej i z drugiej strony.  Jeśli już mamy pobazgrolone wycinanki, nie wyrzucajmy ich! Zostawmy do czasu, aż maluch pozna nożyczki. Wycinanie kształtów to świetna zabawa. Po co kupować kolejne książeczki, które i tak trafią pod nóż 🙂

Mały Franek i ,,mazgroły” na starych fakturach

Żyjemy w czasach śmieci. Jeśli sami na codzień nie zaczniemy ograniczać ich produkcji, nasze wnuki w nich utoną. Po za tym wykorzystywanie rzeczy do cna sprawia, że wiele zostaje w naszym portfelu. Na rzeczy pozornie niedrogie wydajemy majątek! Lepiej spożytkować to na wspólną podróż czy choćby wspólny wypad z kocem piknikowym za miasto.