Opublikowano:

Podróże z dzieckiem (testowane na Franku)

Podróże z małym dzieckiem- da się!

Kiedy przychodzi na świat mały człowiek wszystko się zmienia (nie słuchajcie tych, którzy twierdzą, że da się przecież życie prowadzić tak samo). Wiadomo, że słońce wciąż wschodzi i zachodzi, a po wiośnie przychodzi lato, ale ty już tego lata nie zbierzesz się spontanicznie z jedną walizeczką do Barcelony. Podróż z małym dzieckiem wymaga czasu i posiadania zmysłu logistyka (możesz go mieć lub wypracować). Relacja z dzieckiem to nauka dyscypliny- uczycie się jej od siebie na wzajem (ty uczysz malucha jeść elegancko łyżeczką, a on uczy Ciebie, że jak chcesz gdzieś jechać to się przygotuj!)

Co zabrać

Ten akapit powinnam zacząć od oklepanego ,,to zależy”. Rzeczywiście inaczej podróżuje się z noworodkiem a inaczej już z przeszło dwulatkiem, ale baza pozostaje taka sama: picie, przekąska (u najmniejszych maluszków wiadomo kto zapewnia i jedną i drugą kwestię), mokre chusteczki, pieluchy i coś na przebranie.

zacznę od końca

,,Coś na przebranie” potrzebne chyba w każdym wieku. Zawsze, gdy ubierzesz dziecko w czysty, elegancki zestaw ciuszków coś się na niego wyleje. Pal licho, gdy jest to woda. Wyschnie. Gorzej jak jest to sok z marchewki, wtedy już ślad pozostanie na wieki…:) a jesteś właśnie w drodze na imieniny babci. Twoje dziecko jest jedynym maluchem na tej imprezie, więc już wiesz kto będzie miał najwięcej zdjęć z plamą z marchewki na białym, szykownym bodziaku typu ,,polo”. Historia zapamięta twoje dziecko jako ,,zawsze miał gdzieś plamę”. Możesz się tym nie przejmować- racja! Przecież brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! Ale możesz po prostu pamiętać o tym, żeby zawsze w torbie mieć zestaw ciuchów na zmianę. Proste!

mokre chusteczki i pieluchy

Temat, z którym nie rozstaniesz się przez następne kilkanaście lat. One przydają się dosłownie do wszystkiego. Wytrzeć buzię- mokra chusteczka. Przetrzeć buty- mokra chusteczka. Jemy lody- o rany nie mam mokrej chusteczki! Ostatnio zastanawiałam się jak poprzednie pokolenia żyły bez mokrych chusteczek. Do dziś pamiętam mały, zwilżony ręczniczek zawinięty w worek foliowy, który dawała mi mama na wycieczki. ,,Wyciągniesz go sobie i umyjesz rączki przed i po zjedzeniu kanapek” Mhm. Nigdy tego nie robiłam, a podgnity ręczniczek po trzech dniach leżenia na dnie plecaka wracał do domu.

jedzenie

U niemowląt to mama zapewnia i picie i posiłki. U starszych dzieci…też mama 🙂 Kiedy Franek miał 5 miesięcy pojechaliśmy samochodem na wakacje do Chorwacji. Mieliśmy już ustalony tryb dzień- noc i karmienie o określonych porach. Karmiłam piersią co trzy godziny. W tamtym okresie zawsze miałam ze sobą mały termos z wrzątkiem i małą butelkę z zimną wodą. Przygotowanie kaszki czy mleka modyfikowanego z tym zestawem zajmuje dosłownie minutę i nie musisz szukać miejsca, gdzie serwują wrzątek. Mieszasz gorącą wodę z zimą w proporcji 1:4 dosypujesz mleko i gotowe. Jest to też dobry patent na dokarmianie butelką nocą.  Nie musisz iść do kuchni i grzać czajnika wody. Masz wrzątek w termosie w sypialni, mieszasz do z zimną wodą i gotowe. Proste! Wrzątkiem z termosu możesz też podgrzać zupki ze słoiczka. Dolewasz troszkę wrzątku, mieszasz i gotowe. Proste!

Starsze dzieci to już prostsza sprawa, ale i dla nich nie zapomnij o przekąskach i piciu! Bez tego ani rusz. Nerwowe poszukiwania wiejskiego sklepu otwartego w niedzielę, żeby kupić piciuuuuuuu nie umilą żadnej, nawet najkrótszej podróży. Dobrze jest brać picie w bidonie. Można go wykorzystać wielokrotnie i nie zaśmiecać Ziemi plastikowymi butelkami z dziubkiem. Jako przekąska sprawdzi się banan (energia na dłużej), jabłko pocięte na cząstki w pojemniku (U nas jabłka w całości, ze skórą. Franek takie lubi najbardziej, a dodatkowym plusem jest, że zajmują go na długi czas), chrupki kukurydziane, paluszki czy placki z banana (1 banan, 1 jajko, 1 łyżka mąki. Blendujesz i smażysz placuszki na suchej patelni)

Wychodzimy z domu

Odwieczny problem w chłodne pory roku. W domu jest ciepło. Na zewnątrz jest zimno. Auto mąż nagrzał wcześniej- fajnie, ale w kombinezonie będzie przecież za ciepło, a za pół godziny wysiadamy. Ubieranie-rozbieranie-ubieranie. Żaden maluch nie znosi tego dobrze. Odpinasz pasy, zapinasz, czy dobrze zaciągnęłaś…Korba. Tu  z pomocą przychodzą nam kocyki do fotelika samochodowego. Wersja na lato- cienka bawełna chroni przed sztucznym obiciem fotelika, jak również świetnie sprawdza się w wietrzne dni, kiedy wyciągasz malca z auta. Zawijasz w kopertę i spokojnie przenosisz fotelik, a nawet możesz dojść z nim gdzieś dalej. Zimą- u nas sprawdził się patent na kurtkę i ciepły kocyk do fotelika wersja zima. Owijasz malucha po uszy tym kocykiem i naprawdę zima nie jest mu straszna. Nie musisz ubierać dziecka w kombinezon z którego zawsze zsuwają się pasy i balansujesz na granicy bezpieczne dziecko versus zdrowe dziecko. Wychodząc z domu pamiętaj o najważniejszym. Jedzenie.

W aucie

Zawsze w każdą nawet najkrótszą podróż wychodziliśmy  z domu z najedzonym Frankiem. Wtedy mieliśmy pewność, że przynajmniej płacz związany z głodem mamy wykluczony. Poza tym najedzony malec to senny malec, czyli śpiący po jakiejś chwili. Oczywiście powroty po dniu pełnym wrażeń- płacz- smoczek- muzyczka nieco głośniej. My ogólnie nie jeździliśmy z Frankiem z tyłu. Dzięki temu przyzwyczaił się do błogich chwil w samotności i zupełnie mu to nie przeszkadza. Do dziś siedzi tyłem sam. Radzi sobie z tym. Ma dwa i pół roku i ani razem nie jechał z bajką na tablecie. Da się! Naprawdę! Nie przyzwyczajacie dzieci do bajek i tabletów na każdym kroku! Tablet może spaść i wyzionąć ducha! Co wtedy?!

Każda przerwa w trakcie dłuższych podróży to wyciągnięcie malucha z fotelika (niech Wam ręka uschnie jak będziecie chcieli zrobić to w trakcie jazdy), karmienie i parę chwil leżenia na brzuchu i pełzania po tylnej kanapie. Dlatego podczas pakowania tylna kanapa fajnie jak pozostaje pusta. Przydaje się, kiedy trzeba nakarmić malucha w miejscu, gdzie nie ma nic i wieje.

Na dłuższe podróże warto zabrać ze sobą koc- matę, który w czasie postoju rozkładamy na trawie. Pozwalamy maluchowi chwilę poraczkować, popełzać czy po prostu poleżeć i rozciągnąć małe nóżki. Oczywiście jak pogoda na to pozwala. Chwila ćwiczeń na świeżym powietrzu, konkretna porcja jedzenia, pamp do wymiany i można jechać kolejne dwie-trzy godziny.

Po przyjeździe na miejsce

Po dłuższych podróżach (kilka godzin) zawsze rozkładałam koc na podłodze w pokoju hotelowym czy pod domkiem campingowym i pozwalałam maluchowi się poruszać. W zależności od czasu dojazdu malucha trzeba nakarmić, przebrać, aby jemu było miło. Dzięki temu my mamy czas na rozpakowanie auta i odnalezienie się w nowym miejscu.

Podróże dwa lata temu a teraz

Podróże z maluchem od 18 miesiąca życia to już pestka. Możesz dać dziecku do picia herbatę na stacji z normalnego kubka. Malec może zjeść hot-doga, kiedy nie wzięliście banana, który towarzyszył Wam przez ostatnie półtora roku. Poza tym można się już dogadać, a to jest naprawdę klucz do sukcesu w wielu sytuacjach. Także kochani rodzice to tylko półtora roku i potem jest już bajkowo. Chyba, że pozwolicie maluchowi nabyć złych nawyków. Wtedy będziecie musieli walczyć z ciężką materią nieco dłużej. Życzę wytrwałości, cierpliwości i samych przygód!! Wszystko jest w Waszych rękach!!