Opublikowano:

Pies i dziecko (Franek) – słów kilka

W rodzinnym domu mieliśmy dwa duże psy, które rzekomo miały chronić dobytku. Jak to zwykle bywa ich rola sprowadzała się do jedzenia dużej ilości jedzenia i wyprowadzaniu swoich właścicieli na długie spacery. Nie myślałam wtedy, że w moim życiu zagości jeszcze jeden czworonożny przyjaciel, bez którego obecnie nie wyobrażam sobie naszego domu.

A było to tak…

W piątym miesiącu ciąży, kiedy Michał (z naszej dwójki to on jest tym bardziej prozwierzęcym:)) wyjechał na trzydniową delegację ruszyło mnie sumienie i zadrżało mi ciążowe serce, więc postanowiłam przygarnąć psa po przejściach i odmienić jego los. Pomyślałam: pojadę do schroniska, przygarnę czworonoga, który stanie się członkiem naszej rodziny. Potem urodzi się Franek i będą sobie spali na jednej leżance i wyprowadzali się na spacery. Nic bardziej mylnego. Całe szczęście spotkałam na swojej drodze osobę bardziej biegłą w psich tematach, która uczuliła mnie na fakt, że nie wszystkie psy po przejściach lubią małe dzieci! Nie wszystkie psy po przejściach dobrze zniosą mieszkanie z raczkującym bobasem. Nie wszystkie psy po przejściach będą zostawały same w domu, kiedy ja wrócę do pracy. Dobre serce to nie wszystko! Psa przygarnąć trzeba z głową! Podchodząc do tematu lekkomyślnie, kłopot może mieć cała rodzina i biedne niewinne zwierzę.

Węgielek

Z pomocą i dobrymi radami przyszły mi dziewczyny z Fundacji Węgielek, które w 100% poświęcają się zwierzętom i starają się przywrócić im godne warunki życia. To one w domach tymczasowych dbają o psy, ale też obserwują. Są w stanie powiedzieć czy pies dobrze dogaduje się z innymi psami (istotne, kiedy w rodzinie są już jakieś czworonogi) lub czy dobrze znosi towarzystwo dzieci ( w naszym przypadku była to sprawa priorytetowa). Poprzez Fundację Węgielek trafiła do nas Gruszka tzw. piesek lisek. Ze zdjęć wnioskowałam, że to większy jamnik, a okazało się, że do domu przywiozłam liska:) Gruszka skradła nasze serca. Zrobiła to w 5 minut.

Po czterech miesiącach pojawił się w domu ktoś jeszcze

Franek. Urodził się 15 kwietnia, czyli dokładnie 4 miesiące po tym jak w naszym domu zamieszkała Gruszka. Wyczytaliśmy cały internet o tym jak przyzwyczajać psa do noworodka (na przykład przed przyjściem ze szpitala porozkładać dziecięce ciuszki z zapachem maleństwa) po czym zauważyliśmy, że nasze starania były zupełnie bez sensu. Gruszka nie zwróciła uwagi na maleństwo, które absorbowało uwagę całej rodziny. Spokojnie przesypiała dnie i noce na swojej ulubionej leżance pod schodami czasem tylko wychodząc żeby ktoś ją głasknął. Pewnie myślała: ,,dzień jak co dzień” mijając mnie w amoku szykującą butelkę mleka czy Michała setny raz sprawdzającego temperaturę wody w wanience. Czasem przychodziła do mnie w porze karmienia i kładła się pod moimi nogami.

Pies i dziecko- chwile niepewności

To musiało nastąpić. Nadszedł dzień, kiedy Gruszka poczuła się zagrożona. Zagrożeniem stał się raczkujący Franek (nie używałam kojca, więc Franek raczkował po całym domu). Wcześniej leżący i pełzający nie robił na niej wrażenia. Dopiero, gdy ruszył przed siebie zaczęła się stresować. Kilka razy wystraszył ją szybko podchodząc do jej leżanki. Szczeknęła dwa razy i odeszła. Zaczęliśmy się obawiać. Z pomocą przyszła nam nasza pani weterynarz, która ze stoickim spokojem powiedziała: ,,to normalne”. ,,Gruszka to mądry pies. Musi znaleźć swoje miejsce w stadzie. Dajcie jej czas, ale nie możecie jej pobłażać”. Poleciła przez dwa tygodnie dawać Gruszce zioła na uspokojenie, aby się nie stresowała i zobaczyła, że Franek  jest człowiekiem. Każdą formę agresji wobec dziecka mieliśmy negować i odsyłać Grusię na swoją leżankę. To naprawdę zadziałało. Konsekwencja i trzymanie się wyznaczonych zasad pomogło im nauczyć się siebie nawzajem. Franek nauczył się nie podbiegać do Gruszki. Gruszka nauczyła się odchodzenia do siebie, gdy tylko poczuła się zagrożona lub miała dość piszczenia i hałasu.

Pies- zbawienie

Poza wszystkimi oczywistymi zaletami i walorami czworonoga w domu jest kilka nieoczywistych. Kiedy zaczynami przygodę z nauką malucha samodzielnego jedzenia pies jest niezastąpioną pomocą i towarzyszem. Każda forma jedzenia, która wypadła Frankowi na podłogę (a w początkowym etapie są tego tony!) znikała w oka mgnieniu. Jakże smakowały Gruszce różyczki niesolonego brokuła z ugotowanym na miękko makaronem! Może dlatego nauczyłam Franka szybko jeść samemu, bo tylko częściowo musiałam to sprzątać. Następnym niezaprzeczalnym atutem jest efekt przyzwyczajenia dziecka do psa. Dzięki temu, że Franek mieszka z czworonogiem od urodzenia, nie reaguje euforycznie na obce psy. Nie podbiega, nie szarpie za ogon, bo ma psa na co dzień i etap szarpania za ogon już dawno za sobą, a obce psy mogą zareagować na to różnie- niebezpiecznie. Dzięki Gruszce uczymy Frania empatii i wrażliwości na potrzeby ,,braci mniejszych”. Choć czasem niechętnie, ale ,,trzeba iść na spacer z Grusią”.

Kumple

Pierwszy raz przywiązanie ze strony Gruszki (zazwyczaj okazywała Frankowi obojętność) spostrzegłam idąc z Frankiem siedzącym już w spacerówce. Jeden z sąsiadów chciał do niego zagadać i wyciągnął rękę. Został porządnie obszczekany. Teraz relacja na linii Franek- Gruszka jest naprawdę wesoła. Uśmiech nie znika mi z twarzy, kiedy stateczna i spokojna Gruszka biega za Frankiem trzymającym biszkopta w ręce (Grusia biegamy!!). Każde pudełeczko po jogurcie ląduje pod jej pyskiem (Grusi dam! Grusi dam!). Codziennie siada z nią na leżance i po prostu sobie siedzą. Gdy Gruszki dłużej nie ma na horyzoncie i spokojnie ukrywa się na leżance pod schodami, znad zabawek słychać: ,,gdzie ta nasza Grusia?” Pierwsza historia, którą Franek opowiedział Pani przedszkolance była właśnie o niej.  ,,Opowiadał, że jakaś wróżka do niego przyszła?” ,,Aaaaa Gruszka!!”

Końcówka ogona

Niedawno minęły trzy lata od dnia, w którym Grusia pojawiła się pod naszym dachem. Jest częścią naszej rodziny i nie wyobrażamy sobie żeby było inaczej.

 

P.S. Właśnie obok mnie siedzi Franek i słucha nieśmiertelnej piosenki ,,kundel bury” 😉 a za moimi plecami leży piesek-lisek- Grusia 🙂