Opublikowano:

Basen z przedszkolakiem

Basen z przedszkolakiem to nie lada wyzwanie szczególnie w okresie jesienno- zimowym.

Środa to u nas w tym roku dzień basenowy. Nie jesteśmy rodziną pływaków, ale woda w naszym życiu ma szczególne miejsce. Od dziecka żeglujemy lub mieszkamy w pobliżu mniejszych, większych akwenów wodnych co wiązało się z posiadaniem umiejętności pływania. Wiemy, że bezpieczeństwo to kwestia ważniejsza niż czerpanie frajdy z kąpieli, dlatego między innymi zapisaliśmy Franka na kurs pływania do profesjonalnej szkoły Activ Time w Wałbrzychu.

Trzylatek na kursie pływania?

Pokoleniu naszych rodziców może się to wydać dziwne, bo przecież większość z nas uczyła się pływać w wieku szkolnym. Również rzadko kto korzystał z kursów. Zazwyczaj uczyliśmy się pływać od starszego rodzeństwa lub znajomych. Dziś mamy możliwość oddać malucha w fachowe ręce i już w wieku trzech lat oswoić go i nauczyć podstaw radzenia sobie w wodzie. Maluch zyskuje lepszą odporność organizmu na infekcje i poprawia koordynację ruchową. Pływanie zapobiega wadom kręgosłupa, a jest świetnym treningiem całego ciała. Dodatkowo zajęcia odbywają się w grupach dzięki czemu dla maluchów to super zabawa.

Kluczowa kwestia- czas

Jak organizujemy dzień wyjścia na basen? Mieszkamy w małej miejscowości, więc dojazd na basen zajmuje nam około 45 min. To nie wiele, choć po przedszkolu Franek zawsze w samochodzie usypia. Niby nic takiego, ale wprowadza to wiele zamieszania na początku naszej basenowej przygody. Zacznę, więc od początku. Torbę na basen pakuję już rano, żeby nie martwić się tym przed wyjściem (czas). Po odebraniu Franka z przedszkola wpadamy do domu na małą przekąskę (warunek konieczny powodzenia misji)- banan z jogurtem, kanapka z dżemem. Wszystko co naładuje malca energią, bo jak wiemy sport na głodzie nie sprawia przyjemności. Biegiem do auta i w drogę. Staram się przyjechać pod halę basenową pół godziny wcześniej, a dlaczego? Kto z Was lubi zaraz po przebudzeniu kąpielówki i światło jupiterów?

W szatni

Tutaj też kwestią kluczową jest czas. Dobrze przygotowana i zmyślnie zapakowana torba ułatwia organizację w szatni. Ręczniki i rzeczy potrzebne na hali basenowej mamy w jednej torbie. Buty (w okresie jesienno-zimowym zazwyczaj mokre) w drugiej, nieprzemakalnej. Obie torby wkładamy do jednej dużej, dzięki czemu nie mamy pryzmy rzeczy wysypujących się z małej basenowej szafeczki. Buty nie brudzą szafki i nie musimy zostawiać ich pod ławką.

Na kursie

Kurs prowadzony jest przez profesjonalistów, więc naprawdę nie ma potrzeby, aby siedzieć z maluchem i powtarzać to co powiedziała Pani/Pan prowadząca. Jednak na pierwszych zajęciach warto malucha oswoić z zostawaniem w obcym miejscu i być gdzieś w pobliżu, aby czuł się pewnie. Ja przed zajęciami poszłam z Frankiem do basenowego sklepiku i poprosiłam, żeby wybrał mi czepek. Dzięki temu, że zrobił to sam zapamiętał jego kolor. Zostawiając go na zajęciach ubierałam ten czepek, mówiłam, na który tor idę i szłam pływać. W basenowym tłumie zawsze udawało się Frankowi odnaleźć moją zieloną głowę i spokojnie dotrwać do końca zajęć.

Po basenie

Znowu przekąska, tym razem większa i w drogę powrotną. Zazwyczaj z tylnego siedzenia przez 45 minut słyszę: ,,Mamusiu, ale było fajnie. Skoczyłem do wody. Chlupnęło, płynąłem szybko. Ale było fajnie…”

Generalnie polecamy tę formę zajęć dla dzieci, bo i my dorośli możemy przez godzinę korzystać z basenu, na co pewnie nie znaleźlibyśmy czasu w tygodniu pracy.